fbpx

Toksyczny rozwój osobisty, czyli jak nie pracować nad sobą?

Rozwój osobisty stał się w ostatnim czasie narzędziem do dyscyplinowania nas w pogoni za najlepszą możliwą wersją siebie. Bo jak inaczej nazwać przymus pracy nad sobą pod hasłem bycia wiecznie niewystarczającą_ym? Z odsieczą przychodzą akceptacja, samowspółczucie i odpuszczenie, czyli atrybuty współczesnego człowieka. Człowieka, który dba o swoje zasoby i rozwija się z poszanowaniem własnego zdrowia psychicznego.

toksyczny rozwój osobisty
Kama Wojtkiewicz

Kama Wojtkiewicz

dziennikarka, redaktorka i autorka podcastu „Sznurowadła myśli”.

@sznurowadla.mysli

W indywidualistycznej kulturze Zachodu ambicja i rozwój wiodą prym jako nadrzędne życiowe wartości. Sukcesy są nagradzane, a porażki obśmiewane i karane. Każdy pracuje nad sobą, a poradniki oferujące odpowiedź na pytanie: „Jak żyć?” sprzedają się w milionowych nakładach.

I w zasadzie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie towarzysząca temu neoliberalna narracja nakazująca brać odpowiedzialność za wszystko, co nam się przydarza. Za niepowodzenia natomiast obwinia niewystarczającą pracę nad sobą i determinację.

Stań się lepszą wersją siebie

Na wstydzie i rozczarowaniu sobą najbardziej wzbogaciła się branża duchowa i pop-psychologiczna. Tony Robbins, amerykański guru od szczęśliwego życia i sukcesu, dorobił się 600 mln dolarów dzięki warsztatom i książkom, które obiecują uczestnikom uwolnić ich wewnętrzną moc („Unleash the power within”).

Chcesz stać się lepszą wersją siebie, doświadczyć szczęścia i spełnienia, którego tak długo szukasz? Nic prostszego. Zapisz się na warsztat „Date with destiny” za jedyne 7995 dolarów, a wszystkie twoje marzenia się ziszczą. Chociaż nie wszystkie. Bo jeśli dręczą Cię problemy finansowe, to najlepiej sprawdzi się praca z manifestacją. A jeśli sercowe, to koniecznie warsztat z odblokowania czakry serca.

W społeczeństwie konsumpcyjnym sprzedaje się nam potrzebę nieustającego ulepszania części siebie, nawet tych, o których istnieniu nie wiemy. Gwyneth Paltrow reklamuje przepędzające negatywną energię jajka dopochwowe, za które zresztą obciążono ją grzywną w wysokości 145 tys. dolarów. Ilość dostępnych na rynku diet (od ketogenicznej, przez dr Dąbrowską, aż po SIRT) rośnie z miesiąca na miesiąc. Praca nad sobą nigdy się nie kończy, bo nigdy nie jesteśmy wystarczający. Dlatego im więcej deficytów dostrzegasz w sobie, tym lepiej dla przedsiębiorców, przewodników duchowych i mówców motywacyjnych.

Rozwój osobisty jako kara za własne słabości

W pogoni za ulepszaniem siebie możemy wpaść w pułapkę zwaną „warsztatozą”. Dotyczy ona osób, które w stosunkowo krótkim czasie, w przypływie żarliwości pracy nad sobą i poczucia otwartości na wszystko, zaliczają kilka lub kilkanaście warsztatów (Niewęgłowski, 2021, s. 32-33). Kończy się to przekonaniem, że życie w zgodzie ze sobą możliwe jest tylko na warsztatach duchowych, odosobnieniach medytacyjnych i festiwalach świadomościowych.

Dlatego skaczemy z wyjazdu na wyjazd, uciekając od rzeczywistości codziennej, która nie pozwala nam osiągnąć poczucia spełnienia. I choć wykonujemy katorżniczą pracę nad sobą, efekty są krótkotrwałe. To z kolei sprawia, że odklejamy się od rzeczywistości. Pozostajemy w omamieniu, żyjąc w iluzji, że wykonujemy mozolną i wartościową pracę nad swoimi kompetencjami emocjonalnymi.

Rozwój osobisty potrafi być toksyczny, jeśli wychodzi z chęci ukarania się za swoje słabości. Jeśli jednak staje się narzędziem do lepszego samopoznania, bez autoprzemocowej narracji, pojawia się szansa na pogłębienie relacji ze sobą. Wszystko zaczyna się od nieoceniającej i empatycznej akceptacji.

Najpierw akceptacja, potem ciekawość

Akceptując siebie razem ze wszystkimi uwarunkowaniami, doświadczeniami i deficytami, możemy podjąć się pracy nad sobą, która nie będzie formą kary. Według założeń terapii akceptacji i zaangażowania (ACT), akceptacja wymaga porzucenia potrzeby kontroli (swoich myśli, emocji, odczuć, ale też okoliczności zewnętrznych) i objęcia osobistych doświadczeń z pełną otwartością i ciekawością (Hayes, 2020). Dopiero z tego miejsca możemy przekierować uwagę z potrzeby rozwiązania problemu („Dlaczego tak się czuję i jak mogę to natychmiast zmienić?”) na to, jakie informacje niesie za sobą odczuwana emocja i w jaki sposób może być to dla nas wspierające.

Jeżeli założymy, że jesteśmy w pełni wystarczający, chęć rozwijania naszych kompetencji stanie się przyjemnością i wyborem, a nie koniecznością. Nawet jeżeli na naszej drodze pojawią się przeszkody, gdy nie będziemy robić szybkich postępów, a ktoś inny prześcignie nas w swoim rozwoju, nie wpędzi nas to w poczucie winy.

Dopiero akceptując wszystko, co się nam przydarza, i honorując swoją dotychczasową ścieżkę, możemy z ciekawością spojrzeć na swój rozwój. Akceptacja odkrywa przed nami wartości, rzeczy i relacje, które są dla nas ważne. A praca nad sobą nie wyklucza przyjmowania wszystkich emocji i zdarzeń ze wspomnianą otwartością.

Samowspółczucie

Aby móc zaakceptować miejsce, w którym się znajdujemy, potrzebujemy wypracować w sobie postawę samowspółczucia. Z badań dr Kristin Neff wynika, że składa się ono z trzech komponentów: życzliwości dla siebie, uważności i wspólnego człowieczeństwa (Neff, 2011).

Życzliwość objawia się jako wyrozumiałość, szczególnie kiedy odczuwamy trudne emocje lub cierpimy. Zamiast uciekać w autokrytykę i odmawiać sobie prawa do przeżywania tego, co bolesne, życzliwa postawa pomaga rozpoznać i zaakceptować wszystko, co się pojawia.

Uważność to receptywny stan umysłu, czyli taki, który obserwuje myśli i emocje, przyjmując je, a nie wypierając lub nadmiernie się z nimi identyfikując.

Z kolei wspólnota człowieczeństwa pozwala rozpoznać, że nasze doświadczenia nie są wyizolowane, a raczej dzielone z innymi. Dzięki temu łatwiej zaakceptować trudności jako uniwersalne zdarzenia.

Jeśli uda nam się wdrożyć współczującą postawę do własnego życia, zarówno sukcesy, jak i porażki będą naturalną częścią naszego rozwoju. Wtedy chęć zmiany nie będzie podyktowana autokrytyką, poczuciem winy czy nieadekwatności, lecz ciekawością, otwartością na nowe i akceptacją.

Jak pokazały badania z 2012 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, uczestnicy, którzy przyjęli akceptującą postawę wobec własnych niepowodzeń, odznaczali się większą motywacją do pracy nad sobą (Breines i Chen, 2012). Odpuszczanie i akceptacja stają się (paradoksalnie) siłą napędową do dalszego rozwoju.

Sztuka odpuszczania

Odpuszczaniem nie jest jednorazowe przeleżenie paru godzin w łóżku czy odwołanie planów. Nie wystarcza również intelektualne objaśnianie światu, jak odpuszczać w pięciu krokach. Kluczowym komponentem odpuszczania jest poddanie się wszystkiemu, co przychodzi, z pełną świadomością, że nie wiadomo, ile to właściwie potrwa. Może będzie to jeden dzień, tydzień, a może miesiąc, w którym odpuścimy sobie wszystko to, na co nie mamy pojemności, z czego możemy zrezygnować i co oddelegować.

Dopiero samowspółczująca i akceptująca postawa pozwoli nam tak naprawdę odpuścić, nie oczekując żadnych rezultatów w zamian. Ufając sobie i własnej sprawczości, łatwiej będzie nam puścić kontrolę i zaadaptować się do nowej sytuacji. Bo im agresywniej walczymy, stawiamy opór okolicznościom zewnętrznym czy odczuwanym emocjom, tym trudniej nam przyjąć niesioną przez nie informację.

Do odpuszczania zachęca także popularna wśród Anonimowych Alkoholików „Modlitwa o pogodę ducha”, która brzmi:

„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził_a się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał_a to, co mogę zmienić, i mądrości, abym umiał_a odróżnić jedno od drugiego”.

Odpuszczajmy więc to, na co nie mamy wpływu, jednocześnie działając w obszarach, w których możemy realnie coś zmienić.

Nietoksyczny samorozwój

Samorozwój nie musi być autoprzemocową walką o przetrwanie. Może przyjąć formę akceptującej i samowspółczującej postawy, w której chęć rozwijania nowych umiejętności podyktowana jest ciekawością, a nie potrzebą kompensacji niskiego poczucia własnej wartości. U podstaw wspierającej pracy nad sobą leży samoakceptacja, czyli widzenie siebie w pełnej okazałości, ze wszystkimi potencjałami, jak i niedoskonałościami. Bez niej sukcesy przyniosą tylko chwilową ulgę, finalnie cofając nas do punktu wyjścia, czyli poczucia niezadowolenia z siebie.

I choć banalnym wydaje się stwierdzenie: „Kochaj siebie i odpuszczaj”, tak jednak w procesie pracy nad sobą nie ma nic ważniejszego niż odpuszczenie walki – ze sobą i z rzeczywistością. Dopiero wtedy robi się miejsce na przyjęcie lekcji, zmianę szkodliwych przekonań i nietoksyczny rozwój osobisty.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Prześlij
Share on linkedin
Szeruj

Literatura

  1. Breines, J. G., Chen, S. (2012). Self-compassion increases self-improvement motivation. Pers Soc Psychol Bull, 38(9), 1133-43. https://doi.org/10.1177/0146167212445599
  2. Hayes, S.C. (2020). Umysł wyzwolony. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  3. Neff, K. (2011). Self-compassion: Stop beating yourself up and leave insecurity behind. Londyn: Hodder & Stoughton.
  4. Niewęgłowski, M. (2021). Polubić poniedziałki, czyli bliżej siebie nie tylko w weekendy. Warszawa: Wydawnictwo Zwierciadło.
  5. Robbins, T. (2022). Tony Robbins Seminars and Business Events  https://www.tonyrobbins.com/events/
Kamila Wojtkiewicz

Kama Wojtkiewicz

Dziennikarka, redaktorka i autorka podcastu „Sznurowadła myśli”. Jej teksty ukazały się m.in. w magazynach Newsweek Psychologia, KUKBUK, Glamour.pl i Vogue Polska. Z wykształcenia prawniczka i skrzypaczka. Absolwentka prawa na King’s College London i studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Warszawie

😏 Zajrzyj też tutaj:

🔌 Bądźmy w kontakcie!

🤙💌 kontakt@wellbee.pl