fbpx

Na urlopie wreszcie odpocznę – ale czy na pewno?

W ósmym odcinku „Czterdziestolatka”, znanego serialu z lat 70-tych, inżynier Karwowski, ówczesny „człowiek sukcesu”, w nagrodę po wytężonej pracy dostaje dwa ekstra tygodnie wolnego. Chce rzecz jasna ten czas wykorzystać jak najlepiej: próbuje wędkować, bywać w kawiarniach, odpoczywać na łonie natury, jednak wszystko go drażni, nudzi i męczy. W końcu dochodzi do wniosku, że bez pracy czuje się fatalnie. W dodatku jego powrotu do biura chcą już też jego żona i dzieci… Brzmi znajomo? Jak to możliwe, skoro to film sprzed pięćdziesięciu lat?!
odpoczynek
Dorota Roszak

Dorota Roszak

Psychoterapeutka psychodynamiczna

Umów wizytę online

Teraz wszystko wydaje się być „bardziej”. Zmieniły się realia społeczno-polityczne – kapitalizm przyniósł nam kult produktywności i efektywności, mamy szybki internet, szybsze samochody, szybkie randki i większy apetyt na wszystko. Wcale nie chcemy na to wszystko czekać, lepiej mieć to zaraz, szczególnie jeśli nas na to stać! Czujemy się do tego wręcz zobowiązani – przecież zapracowaliśmy na to setką nadgodzin i permanentną rezygnacją z odpoczynku. Urlop ma być więc upragnioną nagrodą za ten morderczy proces, za trudne i wymagające projekty, za ciągłe przebywanie na najwyższych obrotach.

W ciągu ostatnich dziesięcioleci sporo się zmieniło, przyspieszył świat, a także tempo naszego życia. Zmienił się też sam człowiek, który najpierw próbuje się do tego tempa przystosować, a potem chce się w jednej sekundzie przełączyć z trybu „praca” na „relaks” i dziwi się, że… to tak nie działa.

Dlaczego? Co takiego dzieje się w nas, co powoduje, że gdy nadchodzi ten upragniony czas, trudno nam po prostu wypoczywać? I przede wszystkim –  co robić, żeby na urlop przygotować nie tylko walizki, ale też samego siebie?

Czas pracy, czas odpoczynku

Zorganizowany wypoczynek i coś takiego jak urlop to produkt ostatnich stu lat. Kiedyś życie było wolniejsze, a świat zewnętrzny dostarczał mniej bodźców. Ludzie nie zamykali się w szczelnych biurach, a jako że większość naszych przodków wywodziła się ze wsi i małych miast, kontakt z przyrodą był na porządku dziennym. Nie trzeba było go nazywać „odpoczynkiem na łonie przyrody”, a pracy fizycznej – „aktywnością fizyczną”, rower był środkiem transportu, a nie modnym zajęciem sportowym, którym można się pochwalić przed znajomymi.

Dziś okazuje się, że by sobie na niektóre rzeczy pozwolić, musimy je zaplanować, a często najpierw zapracować na nie przy biurku. To niestety przyzwyczaja nasz umysł do stresu i wysokich obrotów.

Świat jakby pękł nam na pół i rozjechał się w dwóch kierunkach – czas pracy to życie w pośpiechu, dedlajny, projekty, robienie wielu rzeczy na raz, wyzwania, adrenalina, a często rezygnacja z potrzeb własnego ciała i ducha. To moment, w którym brakuje nam czasu. Czas odpoczynku natomiast to tyle, co czas zatrzymany w miejscu, chwila „nic-nierobienia”, przyjemności i działania pt. „nareszcie się sobą zajmę”. To wtedy możemy wreszcie powiedzieć: „mam czas”.

Problem z odpoczynkiem na urlopie mają ci, którzy pozwalają pierwszej sferze rozgościć się w swoim życiu nadmiernie, a drugą traktują marginalnie – jako nagrodę, a nie naturalny stan, na który zasługujemy. To te osoby, które nie umieją zespolić wspomnianego wcześniej pęknięcia. Pomimo, że jest to zadanie trudne, zdecydowanie warto próbować je jednak zrealizować.

Gdy ktoś pracuje ciężko i eksploatuje się nadmiernie, często w nagrodę za ten wysiłek planuje swoje idealne wakacje. Na co dzień zostawia sobie mniej wolnego czasu i okazji, by ćwiczyć dolce far niente (z włoskiego słodkie nicnierobienie), którym zamierza nagrodzić się przykładowo dopiero podczas wspaniałego urlopu we Włoszech. Ale w takim trybie są małe szanse, że to się uda.

Trening mózgu

Na przeszkodzie staje oczywiście… nasz własny umysł. Jeśli nie zadbamy o to, by przyzwyczaić go do odpoczynku, zafundujemy mu niezły rollercoaster.

Nasz mózg jest neuroplastyczny, to znaczy, że trenowany w jednej aktywności i trybie wykształca i specjalizuje określone ścieżki neuronalne, gdy tymczasem te nieużywane zanikają. Trening przynosi efekty. Jeśli zatem wytrenujemy się tylko w ciągłym działaniu, przyzwyczaimy swój mózg do wysokich obrotów, a ciało będzie przez długi czas spięte stresem. Wejście w tryb „relaks” może być w takiej sytuacji niezwykle trudne. Jeśli praca jest naszym jedynym lub głównym źródłem poczucia sensu czy wartości, również nie powinniśmy się dziwić, że nasz mózg na urlopie będzie zdezorientowany i zafunduje nam uczucie wewnętrznej pustki.

Jeśli co jakiś czas damy sobie jednak prawo do ciszy, odpoczynku i relaksu, możemy liczyć na to, że nasz mózg będzie wiedział, w jaki sposób wyluzować, i w pełni z tego skorzysta. Gorzej, gdy pozwolimy mu o tym niemal zupełnie zapomnieć – wtedy możemy oczekiwać tylko cudu.

Detoks pierwszego dnia i co dalej?

Eksperci twierdzą, że z racji wyżej wspomnianego rozdwojenia naszej codzienności na coraz dłuższe okresy stresu i wytężonej pracy, i coraz krótsze momenty prawdziwego odpoczynku, w których dajemy sobie prawo „nic nie musieć”, pierwszy tydzień urlopu zaczyna przypominać detoks. Przenosimy się wtedy w inną rzeczywistość nie tylko ciałem, ale też i duchem – trudno przecież tak z dnia na dzień po prostu zwolnić obroty, przestać spełniać wysokie wymagania innych oraz swoje.

Kiedy pozwolimy sobie, by ten stan minął, będziemy mogli wyciszyć umysł i dzięki temu zaczniemy łapać urlopowe flow

W niektórych przypadkach jednak detoks może się nie udać, szczególnie jeśli w tle działają jakiekolwiek deficyty osobowościowe i niskie poczucie własnej wartości, podreperowywane na co dzień przykładowo sukcesami w pracy. Wówczas podczas urlopu zostajemy pozbawieni tej „podpory”, która upewnia nas, że coś znaczymy. Być może właśnie to zjawisko tłumaczy fakt, że po okresie wakacyjnym gabinety psychoterapeutów przeżywają oblężenie.

Walka z demonami przyzwyczajeń

„Jak mogę być coś warty, skoro nic nie robię?” – takie pytania padają podczas sesji psychoterapeutycznych. „Moja matka zawsze miała mojego ojca za nieudacznika, narzekała na to, że do niczego w życiu nie doszedł, a chwile jego odpoczynku ostro krytykowała. Sama brała na siebie obowiązki ponad miarę. Ja odniosłem sukces, ale odkrywam, że napędzało mnie poczucie winy za swoją bezczynność. Dziś zastanawiam się, kim jestem i czego tak naprawdę chcę… No i nie umiem odpoczywać.”

Być może zostaliśmy tak zaprogramowani przez wychowanie i świat, ale musimy pamiętać, że dziś – jako dorośli – sami odpowiadamy za to, w jakie tryby wpadamy i co robimy z własnym życiem. Zidentyfikowanie, zrozumienie i przepracowanie tego, skąd to się bierze, jest niełatwe, ale warte starania.

Pamiętajmy o tym, że nasza nieznajomość siebie, nasza „niemiłość” i brak umiejętności zaopiekowania się sobą przekładają się na nasze najbliższe relacje.  W czasie urlopu, gdy nie możemy tego przykryć naszym codziennym krzątactwem i obowiązkami zawodowymi, deficyty te potrafią bezlitośnie wyjść na światło dzienne – a nawet na wspaniałe wakacyjne słońce . Wtedy nasz zaniedbany wewnętrzny krajobraz nijak nie komponuje się z pięknymi plenerami, które nas otaczają. Często usiłujemy się go pozbyć, być może utopić w alkoholu, nadal ignorować lub wypierać w nadziei, że zniknie.

Ładowanie baterii – czy to w ogóle możliwe?

Problem w tym, że żadna z tych rzeczy nie zniknie tak po prostu. Na urlop zabieramy przede wszystkim siebie, z całym naszym wewnętrznym bagażem. I choćbyśmy zaklinali rzeczywistość, próbując tłumaczyć nasze gorsze samopoczucie winą innych, czas na wyjeździe boleśnie obnaży, że wewnętrzny dobrostan musimy przywieźć w sobie. Być może nadwątlony i zmęczony, ale musi przyjechać razem z nami, trudno będzie nam go znaleźć ot tak na plaży. Możemy chcieć podładować baterię, o ile mamy ją w sobie.

Jeśli żyjemy na co dzień w zgodzie ze sobą i przynajmniej jako tako dbamy o własną higienę psychiczną, zapewne uznamy się za kogoś wartego wypoczynku już przez sam fakt naszego istnienia na tym świecie. Nie będziemy odczuwać przymusu ciągłego udowadniania własnej wartości i przydatności. O tym właśnie mówią słowa Dezyderaty: „Jesteś dzieckiem Wszechświata, tak samo jak drzewa i gwiazdy – masz prawo być tutaj”.

Gdy natomiast ktoś to poczucie ma głęboko w sobie zaburzone, może odczuwać pokusę zabrania na urlop tego, co pompuje jego ego – pracy, wyczynowego sportu, drogich gadżetów, obowiązkowej relacji na Instagram czy Facebooka. Jakkolwiek nie ma nic złego w uprawianiu sportu i pokazywaniu swojego szczęścia za pomocą mediów społecznościowych, tak nie powinniśmy się skupiać na podziwie ze strony znajomych, biciu rekordów lub zadowoleniu szefa – żadna z tych rzeczy nie pomoże nam wyrównać naszych wewnętrznych deficytów czy uelastycznić sztywnych oczekiwań wobec rzeczywistości.

Wyzwalająca prawda o sobie

Odkrywanie tych właśnie kolein, w które wpadamy, bywa niekiedy bolesne, jest jednak jednocześnie niezwykle wyzwalające. Niektórym udaje się uwolnić dzięki psychoterapii, innym wystarczą techniki uważności i medytacja. Warto poszukać sposobu, który będzie dla nas najbardziej odpowiedni.

Yuval Noah Harari, izraelski historyk i poczytny twórca teorii na temat przyszłości świata, tak pisze o treningu medytacji, który pozwolił mu pozbyć się wewnętrznego cierpienia: „Najważniejszą rzeczą, którą sobie uświadomiłem, było to, że najgłębsze źródło mojego cierpienia tkwi w schematach działania mojego własnego umysłu. Gdy czegoś chcę, a to coś się nie zdarza, mój umysł reaguje, tworząc cierpienie. Cierpienie nie jest obiektywnym stanem w świecie zewnętrznym. Jest reakcją psychiczną tworzoną przez umysł. Nauczenie się tego jest pierwszym krokiem ku zaprzestaniu kolejnych cierpień.”

Co zatem zrobić, by zapewnić sobie udany urlop?

  1. Zacznij wcześniej!

Nie funduj sobie szoku, pracując na wysokich obrotach do samego końca przed urlopem! Nie zostawiaj wszystkich rzeczy do zrobienia na ostatnią chwilę, ani nie rób ich „na zapas”. Naucz się delegować zadania i ufać w umiejętności swoich podwładnych i zastępców. Jeśli zrobią coś gorzej lub inaczej niż ty, świat się nie zawali. Twój urlop jest wart tego poświęcenia! 😉  Pozwól sobie wejść w tryb urlopowy stopniowo (choć to trudne), staraj się więcej wypoczywać po pracy, wyśpij się.

  1. Dbaj o work-life balance.

Nie pozwól, by mózg zapomniał, jak się odpoczywa. Ćwicz go w tym regularnie, by na urlop jechać jak na obóz treningowy, a nie prosto z kanapy na olimpiadę! Codziennie, co kilka dni, miej chwilę dla siebie, celebruj momenty „nicnierobienia”, znajduj czas na własne pasje i zajęcia. Bądź w kontakcie ze swoimi emocjami, przyznawaj się do słabości, bo to pozwala na zaopiekowanie się sobą.

  1. Zadbaj o relacje.

Jeśli uważasz, że dopiero na urlopie podreperujesz relacje z żoną, mężem, dziećmi, to… planujesz pracę ponad swoje siły, a w dodatku bez niezbędnych kwalifikacji. Porażka jest niemal pewna. Rada jak wyżej: trenuj wcześniej  – natychmiast, a najlepiej od wczoraj.

  1. Nie oczekuj niemożliwego, wyluzuj…

Jeśli na co dzień jesteś nadmiernie zapracowany, nie licz, że urlop przyniesie Ci ukojenie od pierwszych dni. Daj sobie czas i nie wyznaczaj dedlajnów. Nie spodziewaj się też, że wolny czas cudownie uzdrowi Cię po długim czasie rezygnacji z siebie i rozwiąże wszystkie problemy.

  1. Nie spodziewaj się ideału i nie planuj na sztywno.

Gdy spodziewasz się ideału, każde odstępstwo będzie w twoich oczach wyolbrzymioną klęską. Weź to pod uwagę i pozwól sobie na niedoskonałości – własne i świata. Na urlopie zawsze zdarzy się coś nieprzewidzianego. Trudno. To też przygoda!

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Prześlij
Share on linkedin
Szeruj

Bibliografia

  • Yuval Noah Harari „21 lekcji na XXI wiek”, Wydawnictwo Literackie, 2018, tu: rozdz. 21 „Medytacja”
  • Jon Kabat-Zinn, „Życie piękna katastrofa”, Wydawnictwo Czarna Owca, 2018
  • „Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami”, red. Dorota Krzemionka, Wyd. Charaktery, 2013
  • Ronald D. Siegel „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności”, Wyd. Czarna Owca, 2011

Sprawdź najnowsze artykuły na blogu:

Może Cię zainteresować: